Pożegnanie Moniki

monika Kiedy byłem mały, bałem się umrzeć jesienią, bo wtedy jedną z większych tragedii, jaka istnieje w umyśle dziecka jest brak świąt Bożego Narodzenia. Uważałem to za bardzo smutne i było mi szkoda ludzi, którzy zmarli tuż przed świętami, natomiast śmierć po świętach uważałem już za całkiem w porządku. Później trochę mi się to zmieniło – święta zastąpiła wiosna. Do dziś mam tak, że jeśli miałbym wybrać sobie datę śmierci, to chciałbym dotrwać do momentu, kiedy będzie słonecznie i ciepło, gdy wszystko będzie się rozwijało i rosło, jakby na przekór mojemu własnemu nieistnieniu. Dzisiaj wiem, że to tylko dwie strony tej samej monety – po prostu nie chcę odchodzić, gdy wokół jest ciemno, zimno i wydaje się, że znikąd nadziei.

Monikę Dzięgielewską poznałem w roku 2009, przy jednej z dziesiątek inicjatyw, w którą się angażowała. Tamta dotyczyła akurat Księżego Młyna, na którym mieliśmy się spotkać jeszcze nie raz. Była osobą niesłychanie energetyczną, zakrzywiającą przestrzeń wokół siebie swoim entuzjazmem. Nieco później na chwilę znikła mi z horyzontu (a może to było nieco więcej niż chwila?) i ponownie spotkaliśmy się dopiero na pikniku organizowanym przez Łódź Art Center na Księżym Młynie przy okazji starań o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Ze wstydem przyznam, że jej wtedy nie poznałem – zmienionej przez chorobę, chodzącej o kuli, w chuście na głowie. A jednak wystarczyła chwila rozmowy, żebym zobaczył, że nic się nie zmieniło. Płomień był tak samo silny, tak samo nastawiony na działanie. Entuzjazm nie tylko nie wygasł, ale się podwoił. Chwilę później Monika weszła do prowadzonego przeze mnie projektu „Nasz Księży Młyn” i jej pomoc na początkowych etapach naszego działania była nieoceniona.

Wraz z Ksenią Modrzejewską-Mrozowską zaktywizowała księżomłyńskie panie, doprowadzając do stworzenia Klub Kobiet Księżego Młyna. Stała za stworzeniem Partnerstwa dla Księżego Młyna, mającego grupować pod jednym dachem wszystkich tych, którzy mają wpływ na los Osiedla i jego otoczenia. Chwilę później weszła jeszcze do magistrackiego zespołu ds. Księżego Młyna, który miała stworzyć od podstaw i koordynować jego prace. Niestety, postępująca choroba uniemożliwiła jej to. Wierzę, że gdyby nie to, bylibyśmy na Księżym Młynie w zupełnie innym miejscu niż dziś.

Dzisiaj musimy sobie radzić bez Moniki. Na szczęście zostawiła nam po sobie wiele darów – swój entuzjazm, swój zapał do działania, swoją niezgodę na popadnięcie w marazm, pogodzenie się ze złym losem. Pokazała nam, że mimo przeciwności losu należy zawsze wierzyć w lepsze jutro i bić się o nie z całych dostępnych sił. Zrobiła dla Łodzi kawał ogromnej, dobrej roboty, wkładając w to całe swoje serce i wszystkie umiejętności. Odeszła zanim zasiane przez nią nasiona zdążyły zakiełkować, nie mając już czasu zebrać owoców swojej ciężkiej pracy. Odeszła od nas zimą, gdy wydaje się, że wszystko wokół zamiera, zastyga w bezruchu i szarości. A jednak gorąco wierzyła w to, że już za chwilę, już za moment wzejdzie słońce i nastanie dla nas wszystkich nowy, słoneczny dzień. I kiedy rzeczywiście się to stanie, zobaczymy Monikę we wszystkim, co będzie dookoła nas. Do zobaczenia.

Jarosław Ogrodowski

Koordynator projektu „Nasz Księży Młyn”

Dodaj odpowiedź